Joanna ZychowiczW związku ze zmianami w organizacji pracy w Spółce wystąpiła potrzeba stworzenia w naszych strukturach drugiego stanowiska Koordynatora Administracji. Rolę tę, obok Sylwii Jurczyk, będzie pełniła Joanna Zychowicz.

Joanna pracuje w Spółce od 2013 roku i zajmowała do tej pory stanowisko Kierownika Oddziału Kalisz.

Zaraz po nominacji na nowe stanowisko przeprowadziliśmy z nią rozmowę, chcąc choć trochę przybliżyć wszystkim jej postać.

- Na wstępie chciałbym Ci pogratulować, bo przecież zostałaś wybrana spośród kilku osób, które zgłosiły swoją kandydaturę na to stanowisko. Czy miałaś jakieś wątpliwości, czy w ogóle wysłać swoje zgłoszenie?

Dziękuję za gratulacje. Czy miałam wątpliwości? Oczywiście. Ze zmianą stanowiska wiążą się zawsze nowe obowiązki, nowe wyzwania. W związku z tym jest też obawa, czy dam radę.

- Mieliśmy okazję rozmawiać zaraz po tym jak wyszłaś z rozmowy rekrutacyjnej z Dyrektorem
i pamiętam, że byłaś delikatnie mówiąc „średnio” zadowolona. Coś faktycznie poszło nie tak, czy bardziej wynikało to z faktu, że jesteś perfekcjonistką i wychodzisz z założenia, że zawsze można coś zrobić lepiej?

Zazwyczaj jest tak, iż analizując już na chłodno sytuację, dochodzimy do wniosku, że wiele rzeczy można było powiedzieć inaczej, lepiej albo całkiem przemilczeć. Czy jestem perfekcjonistką? Pewnie jestem. Ale wracając do Twojego pytania: nie, nie zrobiłam tam nic kompromitującego, ale z pewnością mogłam poradzić sobie lepiej.

- Jak widać poradziłaś sobie na tyle dobrze, że zostałaś wybrana. Czeka Cię teraz praca zgoła inna od dotychczasowej. Z racji specyfiki tego stanowiska będziesz musiała polubić się z samochodem. Myślisz, że to będzie trudna relacja?

Powiem tak: wydaje mi się, że my się już lubimy. Mam prawo jazdy od 12 lat i lubię jeździć. Natomiast faktycznie będę teraz jeździła dużo więcej niż do tej pory. Pewnie te kilometry, które robiłam w rok, będę teraz przejeżdżała w miesiąc. Ale myślę, że do wszystkiego można się przyzwyczaić i z upływem czasu będzie już tylko lepiej.

- A jakie inne wyzwania dostrzegasz przed sobą?

Hmmm... Na pewno praca z osobami, z którymi wcześniej nie miałam kontaktu. Na pewno większy zakres obowiązków. Większa odpowiedzialność. Do tej pory w sytuacji, gdy czegoś nie wiedziałam dzwoniłam do koordynatora. Teraz to do mnie będą dzwoniły dziewczyny z prośbą o pomoc. Chciałabym zawsze potrafić znaleźć rozwiązania ich problemów.

- Czy dostrzegasz jakieś możliwe trudności we współpracy z Sylwią Jurczyk, która jeszcze kilka dni temu była Twoją przełożoną, a teraz jesteście na równorzędnych stanowiskach?

Absolutnie nie. My się poznałyśmy kiedy obie byłyśmy Kierownikami Oddziałów, później Sylwia awansowała, a teraz to samo spotkało mnie. Lubimy się i mamy ze sobą dobry kontakt, więc nie przewiduje żadnych problemów w naszej współpracy.

- Czy jest coś czego chciałabyś uniknąć na początku swojej nowej drogi?

Z pewnością będę starała się robić wszystko żeby unikać nieporozumień i konfliktów. Jednocześnie mam nadzieję, że uda mi się uniknąć pewnego rodzaju braku zrozumienia dla osoby, która dopiero uczy się nowych rzeczy i być może będzie potrzebowała trochę wyrozumiałości od współpracowników.

- Ci którzy Cię znają wiedzą, że jesteś miłośniczką podróży. Co Cię w nich najbardziej fascynuje?

To prawda. Od zawsze jestem miłośniczką podróży. Każde miejsce na świecie jest inne. Ja często mówię, że nawet zapach powietrza jest inny w różnych miejscach na ziemi. Ktoś kiedyś powiedział, że zarażenie podróżą jest nieuleczalne. W moim przypadku w pełni się to potwierdziło.

- Jaki najbliższy kierunek przed Tobą?

Tak się złożyło, że już za kilka dni zaczynam zaplanowany wcześniej urlop i wylatuję do Nowego Jorku. Był on moim marzeniem już od dawna. Mam wizę od 9,5 roku, więc tak naprawdę rzutem na taśmę udało mi się jeszcze ją wykorzystać.

- Zazdroszczę. Sam bym tam chętnie wrócił. Szczególnie, że tamtejsze hamburgery są absolutnie unikatowe.

Wiesz przecież, że jestem wegetarianką!

- Faktycznie…Jak to się stało, że nią zostałaś?

Jestem wegetarianką od kilku lat i związane jest to przede wszystkim z faktem, iż jestem wielką miłośniczką zwierząt i nie wyobrażam sobie tego, żeby jedne zwierzęta ratować, brać udział w różnego rodzaju akcjach związanych z pomocą im czy też adopcją, a jednocześnie inne zwierzęta zjadać. Uważam, że nie ma różnicy między zwierzętami domowymi i tymi hodowlanymi. Chociaż wiem, że wiele osób ma w tej kwestii inne zdanie, ale pozostawię to już każdemu do rozważenia we własnym sumieniu.

- Pewnie sama też masz jakieś zwierzęta?

Oczywiście. Mam 3 psy oraz szczura. Amelkę mam od szczeniaka, Gabryś jest znaleziony i adoptowany i Verdi jest też adoptowany jako staruszek ze schroniska. Krystyna (szczur) jest również uratowana, gdyż została zostawiona na pewną śmierć zamknięta w klatce w pustym mieszkaniu.

- Musi być Wam tam wesoło?

Są najwspanialsze na świecie.

 

Joannie życzymy samych sukcesów i mnóstwa satysfakcji.